Sietomowe opowieści

Sietomowe opowieści

 

 

Żyjemy w XXI wieku. Zewsząd jesteśmy otoczeni zaawansowaną elektroniką. Nasz telefon posiada kilkaset razy większą moc obliczeniową niż komputery Nasa, które wyniosły człowieka na księżyc.
Również drukarki i urządzenia wielofunkcyjne znacząco ewoluowały na przestrzeni lat.

Niegdyś skserowanie dowodu osobistego z dwóch stron na jednej kartce wymagało co najmniej kilu podejść. Ile razy wkładaliście kartkę do podajnika z założeniem – teraz to na pewno jest ta strona! Zdjęciem do lewej i do dołu, dowód położyć na szybie  czy trochę bardziej w lewo? Lecz efekt bardzo często był zupełnie inny od naszych założeń. W najnowszych maszynach wszystko odbywa się dużo prościej, nie musimy męczyć się odwracaniem kartek, pozycjonowaniem dowodu. Maszyna zrobi to za nas.

Obecnie urządzenia stają się coraz bardziej inteligentne, coraz bardziej SMART, coraz bardziej przyjazne użytkownikowi. Życie staje się prostsze! Ale zastanawialiście się kiedyś jak to się zaczęło? Wyobraźcie sobie świat bez drukarek i kserokopiarek. Każdy dokument musicie zapisywać ręcznie. Producenci długopisów, ołówków i kredek pewnie byliby wniebowzięci. Wystawienie faktury, dokumentów przewozowych, wszelakich spisów, potwierdzeń różnych zamówień, czy zwyczajne (wydrukowanie) przepisanie maila od szefa zajmowałoby dużo więcej czasu. Potrafilibyście tak żyć? Ciężko to sobie wyobrazić.

Zacznijmy więc od początku…

Dawno, dawno temu, za siedmioma górami, za siedmioma lasami… Nie, bajek u nas nie opowiadamy.
Wielu z Was widząc urządzenie wielofunkcyjne, czy to atramentowe, czy laserowe, określa je jako ksero. Ksero to jednak zupełnie inne urządzenie, którego początki sięgają wiele lat wstecz. Sam pomysł narodził się ponad 80 lat temu. W 1938 roku Wasi dziadkowie zaczęli poznawać otaczający ich świat, nikomu nie znany wówczas Chester Carlson wykonał już pierwszą udaną kopię dokumentu. Zastanawiacie się jak ona wyglądała? Proszę bardzo:

Widnieje tu data i miejsce pierwszej udanej kserokopii.

Skąd wziął się pomysł? Nie ma co ukrywać, że większość wynalazków ma swój początek przez nasze lenistwo. Carlson był urzędnikiem w biurze patentowym, wymagało to od niego przepisywania wielu dokumentów. Praca żmudna i monotonna, więc postanowił sobie jakoś w tym pomóc. Wykorzystał do tego proszek z siarką i woskowy papier. Siarka pod wpływem temperatury przyklejała się do wosku, tworząc oczekiwane przez niego wzory. Przez wiele lat nikt nie był zainteresowany jego pomysłem, a on bezskutecznie szukał inwestorów. Dopiero po 9 latach jego wynalazkiem zainteresowała się firma Haloid. Nazwa nic Wam nie mówi? Spokojnie, mi też. Zapamiętajcie ją jednak, jeszcze wróci w tym tekście. Mimo początkowej euforii wynalazcy, musiał on poczekać kolejne 10 lat, zanim udało mu się dopracować i wprowadzić pierwsze urządzenie na rynek. Zostało ono jednak trochę zmodyfikowane, papier woskowy został zastąpiony zwykłym, takim jakiego dziś używamy. Urządzenie nosiło dumną nazwę Model 914.

 


914 to nic innego jak informacja o maksymalnych możliwych wymiarach kopii, które wynosiły 9 na 14 cali.

Maszyna potrafiła kopiować dokumenty z zawrotną prędkością siedmiu kopii na minutę i ważyła jedyne 294kg.

 

Sama kserokopiarka była bardzo zaawansowana technicznie, a co za tym idzie – problematyczna dla użytkowników. Miała skłonność do zapalania się (bynajmniej nie do pracy). W późniejszym okresie producent wraz z drukarką dostarczał zestaw naprawczy,  który w rzeczywistości był niczym innym jak.. małą podręczną gaśnicą. Mimo wszystko, urządzenie odniosło ogromny sukces. Początkowa nazwa dla technologii -elektrografia- wydawała się trudna i nieatrakcyjna, dlatego wprowadzono pojęcie kserografia (z łac. Suchy druk, urządzenie nie wykorzystywało wodnego tuszu lecz suchy proszek). Firma Haloid (zapamiętaliście?) po sukcesie ich produktu, zmieniła nazwę na Haloid XeroX, obecnie znacie ją pod nazwą Xerox.

Wróćmy więc do modelu 914. Początkowo był wykorzystywany głównie przez urzędy i instytucje. Na kupno maszyny mało kto mógł sobie pozwolić. Jednak dla producenta jak i odbiorców, atrakcyjniejszą formą była dzierżawa. Gdyby ktoś jednak chciał ją mieć na własność, mógł stać się jej posiadaczem za jedyne 277.500USD. Dzierżawa była znacznie bardziej opłacalna i cena oscylowała w granicach 95 USD. miesięcznie. Ciekawe czy urządzenie oferowali również z systemem rozliczenia za wydrukowaną kopię. Nie znalazłem takiej informacji, ale my taki system prowadzimy już wiele lat pod nazwą FLORET. Pozwala on znacznie obniżyć koszty związane z drukowaniem w firmie z powodzeniem wdrożyliśmy go już u setek klientów.Do sukcesu modelu przyczyniła się także prezentacja i pokaz możliwości w telewizyjnym show. Była to pierwsza prezentacją urządzenia dla zwykłych szarych obywateli, którzy niemal natychmiast zapragnęli ja mieć. Pewnie większość z nich to studenci, ale to tylko moje przypuszczenia….

 

 

Jeśli chcesz wiedzieć więcej kliknij w ikonkę.

 

 

Podobał Ci się ten tekst? Polub nas na Facebook! Niedługo kolejna część. 
Zasubskrybuj nas na Youtube, znajdziesz tam wiele ciekawych informacji na temat druku!

 


Źródła: Własne 
Grafika: Wikipedia.org Kwejk.pl 

Nasi partnerzy